Malowanie z instruktorem
Malowanie krok po kroku, w którym jubilat jest głównym artystą. Każdy gość tworzy obraz na płótnie, który zabiera do domu.
Urodziny ze sztuką · wiek 5–12
Planujesz urodziny w Warszawie? Spraw, by były wyjątkowe. Dzieci malują, tworzą i świętują razem pod okiem profesjonalnego artysty — a każdy mały gość wraca do domu z własnym dziełem.
Co w pakiecie ↓
obraz do zabrania!
Co w pakiecie
Malowanie krok po kroku, w którym jubilat jest głównym artystą. Każdy gość tworzy obraz na płótnie, który zabiera do domu.
Materiały, fartuszki, ceraty i płótna przyjeżdżają z nami — a bałagan wyjeżdża razem z nami. Nic nie musicie przygotowywać ani szorować.
Dzieci prezentują gotowe obrazy na mini wystawie, a na koniec robimy wspólne zdjęcie.
Zajęcia po angielsku, po polsku lub w obu językach — tak, jak będzie najlepiej dla Waszych gości.
Prosta cena ze wszystkim w komplecie
Do 10 dzieci · 2 pełne godziny
+130 zł za każde kolejne dziecko
Gdzie odbywają się przyjęcia
💡 Zajęcia po angielsku, po polsku lub w obu językach — a poczęstunek wybieracie sami: tort, napoje i przekąski przynosicie własne.
Wybierzcie warsztat
Powiedzcie nam, czym Wasze dziecko zachwyca się teraz, a zbudujemy wokół tego całe przyjęcie — albo wybierzcie jeden z warsztatów, o które dzieci proszą najczęściej.
Wiek 5–7
Dzieci robią maskę jednorożca od zera — najpierw formują jej kształt własnymi rękami, a potem malują ją i ozdabiają dokładnie tak, jak lubią najbardziej. Tęczowa grzywa z bibuły, papierowe kwiaty, brokat, gwiazdki i złoty róg — każdy decyduje sam, więc żadne dwie maski nie są takie same. Rękodzieło i malowanie w jednym, a na koniec każde dziecko wychodzi w swojej masce.
Warsztat, o który dzieci proszą najczęściej. Zaczynamy od opowieści, a potem każde dziecko maluje własną sarenkę — ciepłe brązy, jasny pyszczek, białe cętki dodawane jedna po drugiej i różowe policzki. Na koniec powstaje kwietna korona z bibuły, którą mocujemy nad uszami. Maska jest duża, porządnie zrobiona i wychodzi z pracowni razem ze swoim autorem.
Cały dom od zera. Dzieci najpierw projektują bryłę, a potem urządzają wnętrze pokój po pokoju — meble, tapety, dach kryty wzorem, taras z pnączami i ogród wokół domu. To projekt, w którym trzeba pomyśleć, zanim się zbuduje: gdzie stanie łóżko, którędy wchodzi się do środka, co widać z okna.
Warsztat inspirowany Laurel Burch — amerykańską artystką, u której żadne zwierzę nie jest w jednym kolorze. Dzieci wycinają i malują każdy element osobno: głowę, korpus, wzorzyste skrzydło, rozłożysty ogon i długie nogi, wypełniając je własnymi kropkami, paskami i kołami. Na koniec łączymy części tak, że skrzydła i nogi naprawdę się ruszają — ptak, który macha i chodzi.
Każde dziecko maluje zwierzę, które kocha najbardziej — na prawdziwym płótnie na blejtramie. Zaczynamy od kształtu i oczu, potem warstwami budujemy sierść, mieszamy dokładnie te brązy i kremy, które ma ich własny pupil, a na koniec dochodzi obroża, zawieszka i tło. Akryl na płótnie — prawdziwy mały portret do powieszenia w domu.
Warsztat, który najlepiej wygląda po zgaszeniu światła. Dzieci formują kopułę z marszczonej bibuły, podwieszają pod nią opalizującą folię i doczepiają długie, skręcone macki w odcieniach fioletu i błękitu — a do środka trafia mała lampka. Po włączeniu cała meduza świeci od wewnątrz. I taka wraca do domu, żeby zawisnąć nad łóżkiem.
Zamek na trzy piętra, budowany z kartonu od zera. Najpierw powstaje bryła z wieżami i blankami, potem stożkowe dachy i ręcznie malowane chorągiewki — a na koniec zaczyna się najlepsze: urządzanie. Każdy pokój dostaje własny kolor ścian, podłogę w szachownicę i meble robione ręcznie, od łóżka z baldachimem po stolik z kwiatami. Zamek, w którym lalki naprawdę mogą zamieszkać.
Pomaluj własną rybkę. Każde dziecko dostaje gotową rzeźbę i ożywia ją — mocnymi kolorami, wyrazistymi kształtami i własnymi, zabawnymi wzorami, malowanymi na formie, którą można obracać w dłoniach. Rybka schnie na własnej podstawce i wraca do domu jako jedyna taka rzeźba, a nie kolejny obrazek do schowania.
Grzyb zbudowany od zera. Dzieci formują kapelusz i trzonek z papier-mâché, warstwa po warstwie, czekają aż stwardnieje, a potem malują go w jasnych, radosnych kolorach — klasyczna czerwień w białe kropki albo cokolwiek, co ich zdaniem powinien mieć grzyb. Gotowy stoi sam.
Zamek na dnie morza, budowany z kartonu od zera. Dzieci najpierw wycinają ściany i składają je ze sobą, stawiają wieże i blanki, potem zwijają wysoką wieżyczkę i wieńczą ją stożkowym dachem w wybranym przez siebie kolorze. A później wszystko trafia pod wodę: morze malowane wprost na ścianach w błękitach i zieleniach, koralowce i wodorosty z masy plastycznej przyklejane w mocnych kolorach, muszelki, koraliki i cekiny zamiast skarbów, a wokół — całe dno morskie na podstawie. Budowanie, malowanie i lepienie w jednym warsztacie, a zamek wraca do domu i stoi sam.
Wiek 8–12
Każdy projekt z tej grupy możemy zrealizować także jako obraz na płótnie — wszystko zależy od tematu warsztatów i Państwa preferencji. Wystarczy dać nam znać przy rezerwacji.
Najbardziej ambitna konstrukcja, jaką prowadzimy, i ta, o której dzieci opowiadają najdłużej. Grupa wspólnie projektuje całą osadę, a potem dzieli się pracą: kopulasta stacja główna, moduły mieszkalne, szklarnia z prawdziwymi siewkami rosnącymi pod przezroczystą kopułą, panele słoneczne, maszt pogodowy i łazik na kołach, które naprawdę się kręcą. Wszystko powstaje z kartonu, nakrętek i ścinków rur, łączone elastycznymi tunelami tak, że moduły tworzą jedną bazę, a całość osadzona jest w krajobrazie z czerwonych skał i pyłu. Najważniejsza jest tu inżynieria — kopułę trzeba wyciąć z segmentów, moduł musi ustać, tunel musi dosięgnąć — a ponieważ każde dziecko buduje inny element, muszą się dogadać, jak to wszystko do siebie pasuje. Świetnie sprawdza się jako projekt zespołowy dla całej grupy, a szczególnie zachwyceni są nim chłopcy — o ten projekt proszą najczęściej z imienia.
Dzieci malują własny okrągły staw — najpierw głęboka, wirująca woda w odcieniach błękitu i zieleni, potem karpie koi wycięte z papieru, pomalowane we własne wzory i naklejone tak, jakby płynęły. Na koniec dochodzą lilie wodne z bibuły i zielone liście, które unoszą się nad powierzchnią. Malowanie, kolaż i faktura w jednym — żaden staw nie wygląda tak samo.
Glina, płótno i rękodzieło w jednym projekcie. Dzieci najpierw malują niebo na prawdziwym płótnie, a potem lepią z masy plastycznej kolorowe balony i mały domek, przyklejają je i łączą sznurkiem — tak, że domek naprawdę unosi się nad chmurami. Obraz z fakturą, który wychodzi poza płaszczyznę, a każde dziecko zabiera swój do domu.
Dzieci malują własną wersję „Gwiaździstej nocy” Vincenta van Gogha — akrylem na płótnie. Zaczynamy od tego, jak van Gogh kładł farbę: krótkimi, gęstymi pociągnięciami, które układają się w wiry. Potem powstaje rozgwieżdżone niebo, wirujący obłok, ciemny cyprys i śpiące miasteczko z zapalonymi oknami. Cierpliwy warsztat z prawdziwym efektem.
Portret Vermeera, w którym prawie nie ma pędzla. Najpierw powstaje tło — czarne, przecierane złotem i brązem — a cała reszta układana jest już z papieru. Dzieci dobierają odcienie: kilkanaście błękitów na turban, ciepłe beże na twarz, złoto i miedź na suknię, drą je na kawałki i kładą jak mozaikę. To warsztat o cierpliwości i o patrzeniu — żeby trafić w odcień, trzeba naprawdę przyjrzeć się oryginałowi.
Miasto po zmroku, na prawdziwym płótnie na krośnie. Najpierw powstaje niebo, malowane mokrym w mokrym: głęboki granat u góry przechodzi przez fiolet i pomarańcz w złoty pas przy horyzoncie. Gdy wyschnie, na wierzch trafia panorama miasta — wyrazista czarna sylweta mostu, wież i dachów. A potem najlepsza część: światła. Setki drobnych białych kropek — okna, latarnie, sznury żarówek biegnące wzdłuż lin mostu i gwiazdy nad miastem. Cieniowanie, sylweta i praca warstwami w jedno popołudnie, a płótno wraca do domu gotowe, żeby je powiesić.
Prawdziwa glina, która twardnieje sama — bez pieca i bez odbierania pracy innego dnia. Dzieci rozwałkowują płat i odciskają w nim faktury: liście, płatki kwiatów, koronkę, ząbki widelca. Potem każde formuje własną pracę — miseczkę na drobiazgi w kształcie zwierzaka, ozdobną płytkę, sympatycznego potworka, roślinną płaskorzeźbę, wiszącą zawieszkę albo mały domek — i wykańcza ją swoimi wzorami i odciskami. Po wyschnięciu można ją pomalować, a do domu wraca na tyle twarda, że naprawdę wrzuca się do niej pierścionki i spinki. Najlepiej sprawdza się od siódmego roku życia, gdy palce mają już cierpliwość do detalu.
Rozbudowana wersja podwodnego zamku, na całe popołudnie. Najpierw powstaje bryła z kartonu: mury z blankami, brama i kilka wież różnej wysokości, a na nich stożkowe dachy i chorągiewki. Potem wszystko schodzi pod wodę — głębiny malowane na ścianach i na podstawie, rozkołysane wodorosty, koralowce i ukwiały lepione z masy plastycznej, muszle, perły i cekiny rozsypane jak skarby, a wokół zamku całe dno morskie: kamienie, rozgwiazdy, ławice rybek i sama Arielka. Warsztat dla starszych dzieci, bo cięcie, klejenie i detal wymagają cierpliwości — ale do domu wraca cała podwodna scena, nie pojedynczy obiekt. (Zdjęcie poglądowe — przykład projektu, nie praca z naszej pracowni.)
Obraz ułożony w całości z darwanego i ciętego papieru, zupełnie bez pędzla. Dzieci same wybierają temat i artystę, którym się inspirują — ptak w mocnych kształtach i wzorach Laurel Burch, ludowe zwierzę w ciepłych czerwieniach i czerniach, wycinanka w stylu Matisse'a, Klimt pełen złota i kół albo panorama miasta. Najpierw przyglądamy się, jak dany artysta operuje kolorem i kształtem, a potem każdy rysuje własny kontur i wypełnia go kawałek po kawałku: papiery we wzory, gładkie kolory, drobne koła i trójkąty układane jak mozaika, aż cały kształt zniknie pod papierem. Spokojna, wciągająca praca z efektownym finałem — i każdy obraz wychodzi inny, bo żadne dwoje dzieci nie wybierze tych samych papierów.
Technika rysunku, w której chodzi tyle samo o wyciszenie, co o sam obraz. Zaczynamy od linii: swobodnego, niespiesznego bazgrołu przez całą kartkę, rysowanego bez planu. Potem przychodzi to, od czego neurografika wzięła nazwę — każde ostre skrzyżowanie dwóch linii zaokrąglamy, jedno po drugim, aż cała plątanina staje się miękka i spokojna dla oka. Następnie dochodzą koła i pola koloru, warstwy flamastrów, tuszu i kredek, spod których wyłaniają się kształty, których nikt nie zaplanował. Każdy wychodzi z własnymi rysunkami i zestawem ręcznie zrobionych kartek. Nie trzeba umieć rysować — ta technika działa właśnie dlatego, że nie da się jej zrobić źle. (Zdjęcie poglądowe — przykład techniki, nie praca z naszej pracowni.)
Ptak zbudowany od zera i wykończony jak prawdziwy przedmiot. Dzieci formują korpus z pogniecionego papieru i taśmy, a potem oklejają go papier-mâché, warstwa po warstwie — wygładzając na bieżąco, bo każda nierówność wyjdzie pod farbą. Po stwardnieniu ptak dostaje bazę, a na niej znaki: ciemną czapeczkę, plamy na skrzydłach, długi pasiasty ogon — każdy inny, zależnie od tego, jakiego ptaka jego autor ma przed oczami. Na koniec montaż: dwie drewniane nóżki osadzone w kostce drewna, żeby rzeźba stała na półce, a nie leżała w szufladzie. Cierpliwa praca na całe zajęcia, a efekt wygląda jak z galerii.
Te warsztaty wykorzystują każdą minutę z dwóch godzin, a czasem i więcej — papier-mâché musi stwardnieć, zanim ptak zostanie pomalowany i osadzony na podstawce, więc rezerwujemy dodatkowy czas, a cena różni się od standardowej ceny przyjęcia. Zapytaj przy rezerwacji.
Wielka, przekomiczna ryba zbudowana na balonie. Dzieci oklejają balon papier-mâché, warstwa po warstwie, czekają aż stwardnieje, a potem go przebijają — i zostaje pusta w środku skorupa, tak lekka, że trzyma się ją w jednej dłoni. Dalej zaczyna się ryba: płetwy i ogon wycięte z tektury i wpuszczone w korpus, tekturowa rura na szeroko otwarty pysk i dwoje wielkich ruchomych oczu, które nadają całości charakter. Na koniec malowanie, w którym można już puścić wodze fantazji — gorący róż i turkus, pętelki, kreski i rzędy kropek, brokatowe koła wzdłuż boku. Nic tu nie jest stonowane i o to właśnie chodzi.
Te warsztaty wykorzystują każdą minutę z dwóch godzin, a czasem i więcej — papier-mâché musi przeschnąć między etapami, więc rezerwujemy dodatkowy czas, a cena różni się od standardowej ceny przyjęcia. Zapytaj przy rezerwacji.
Wysoki, elegancki i lekko przekomiczny ptak zbudowany na szklanej butelce. Butelka daje ciężar i gotowy korpus; całą resztę dokładają dzieci — długą, wygiętą szyję budowaną ze zwiniętego papieru, ostry dziób i papier-mâché wygładzone po całości tak, żeby czytało się jako jedno stworzenie, a nie ozdobiona butelka. Po stwardnieniu maluje się go w mocnych blokach i pasach: pomarańcz przy zieleni, kobalt i szare pasy, dowolne połączenie, kładzione grubo, żeby było widać pociągnięcia pędzla. Na koniec to, na co wszyscy czekają — okulary przeciwsłoneczne, które zamieniają rzeźbę w postać. Potem stoją rzędem na półce, wyraźnie z siebie zadowolone.
Te warsztaty wykorzystują każdą minutę z dwóch godzin, a czasem i więcej — papier-mâché musi stwardnieć, zanim ptak zostanie pomalowany, więc rezerwujemy dodatkowy czas, a cena różni się od standardowej ceny przyjęcia. Zapytaj przy rezerwacji.
Jesienny domek, którego ścianami jest dynia. Dzieci budują samą dynię z papier-mâché na balonie, dzięki czemu wychodzi okrągła, pusta w środku i lekka, a potem malują ją na głęboki pomarańcz i dodają ogonek na czubku. Najlepsza jest część domowa: prawdziwe drzwi w łuku, które otwierają się na zawiasie i mają małą mosiężną gałkę, okienka wycięte w bokach i tekturowe schody z ułożonych stopni prowadzące do progu. W środku dzieci urządzają maleńki pokój — firanki, dywanik, roślinka w doniczce, bezpieczna lampka LED, od której okna świecą o zmierzchu — a na zewnątrz doklejają papierowe kwiaty wokół ścian. Do domu wraca jako lampka, domek dla lalek i jesienna dekoracja naraz.
Te warsztaty wykorzystują każdą minutę z dwóch godzin, a czasem i więcej — papier-mâché musi stwardnieć, zanim domek zostanie pomalowany i urządzony, więc rezerwujemy dodatkowy czas, a cena różni się od standardowej ceny przyjęcia. Zapytaj przy rezerwacji.
Pulchne, błyszczące dynie z gipsu, wykończone w głośnym, kropkowanym stylu Yayoi Kusamy. Dzieci najpierw formują bryłę, a potem owijają ją bandażem gipsowym, pasek po pasku, wygładzając każdy mokrymi palcami, aż pojawią się żłobienia prawdziwej dyni — i to właśnie ten moment zapada im w pamięć, bo pod rękami z papkowatej szarości robi się gładka, twarda forma. Na czubku ląduje wymodelowany ogonek. Gdy gips stwardnieje, dynia dostaje jeden mocny kolor — mandarynkowy, różowy, nagietkowy — a na nim czarne kropki i kółka: duże, małe, biegnące wzdłuż żłobień. Ustawione jesienią przy wejściu wyglądają znakomicie.
Te warsztaty wykorzystują każdą minutę z dwóch godzin, a czasem i więcej — gips musi porządnie stwardnieć, zanim dynia zostanie pomalowana, więc rezerwujemy dodatkowy czas, a cena różni się od standardowej ceny przyjęcia. Zapytaj przy rezerwacji.
Klasyczna martwa natura zbudowana z papieru, a nie z samej farby. Dzieci wycinają każde jabłko z tektury i oklejają je darwanymi kawałkami — kartkami z książek, kratką, groszkami, wzorzystymi skrawkami — a potem malują po wierzchu grubymi pociągnięciami czerwieni, żółci i zieleni, zostawiając prześwitujący druk, tak że każde jabłko powstaje z kilkunastu różnych papierów. Koszyk jest pleciony z darwanego papieru pakowego i prawdziwego sznurka, listki wycinane i żyłkowane pojedynczo, a całość układana na czarnym tle, żeby kolory grały. Wszystko wystaje lekko ponad powierzchnię i właśnie dlatego warto tej pracy przyjrzeć się z bliska.
Baza, która wygląda jak działająca — i naprawdę się świeci. Sercem całości jest wielka antena satelitarna zbudowana z miski oklejonej papier-mâché, osadzona na kratownicowym maszcie i obrysowana prawdziwymi lampkami, wycelowana w gwiezdne tło malowane przez same dzieci: głęboka czerń, rozsypane gwiazdy, Ziemia i Mars oraz satelita ciągnący za sobą kreskowane linie sygnału. Obok powstaje kopuła centrum dowodzenia, urządzona w środku biurkami i ekranami i podświetlona od wewnątrz, a do tego panele słoneczne, stacja zasilania podłączona prawdziwym kablem i konsola z napisem MESSAGE SENT. Na koniec dochodzą figurki astronautek i ręcznie pisane tabliczki, a całość osadzona jest w skalistym krajobrazie ze ścieżką z kamieni. O ten projekt proszą najczęściej dziewczyny — a moment, w którym zapalają się światła, zapada w pamięć wszystkim.
Warto wiedzieć
Wszystko, o co rodzice zwykle pytają przed rezerwacją.
Do 10 dzieci to 1700 zł, a każde kolejne dziecko to 130 zł — czyli 12 dzieci kosztuje 1960 zł. Sugerujemy minimum 6 dzieci, żeby energia grupy była w sam raz.
Najlepiej dwa–trzy tygodnie wcześniej, zwłaszcza w przypadku terminów weekendowych, które szybko się zapełniają.
Poczęstunek nie jest wliczony, dzięki czemu możecie przynieść dokładnie to, co pasuje Waszym gościom — tort, napoje, przekąski i dekoracje. My zapewniamy sztukę, fartuszki i twórczy chaos.
Wygodne ubrania, które mogą się trochę pobrudzić. Zapewniamy fartuszki, ale farba lubi wędrować.
Spersonalizowane zaproszenia możemy przygotować osobno — wystarczy zapytać przy rezerwacji.
Zarezerwuj przyjęcie urodzinowe
Prześlij nam kilka szczegółów, a odezwiemy się, by potwierdzić termin i całą zabawę. Najlepiej rezerwować 2–3 tygodnie wcześniej.
